wtorek, 17 września 2013

wakacje!

Okej, pora jakoś podsumować ostatnie dwa tygodnie. Starałam się wykorzystać ten czas jak najpełniej, więc w miarę możliwości starałam się objeżdżać okoliczne miejscowości.

Już od samego początku kusił mnie wyjazd nad wybrzeże, więc jednego dnia postanowiłam pojechać tam sama, bo moi współlokatorzy nie mieli możliwości mi towarzyszyć. Fale w Figueira da Foz były tak silne, że obawiałam się wchodzić do wody głębiej niż po łydki [!]. Innym razem pojechałam już z moją współlokatorką Moniką i wspólnie próbowałyśmy przezwyciężyć strach przed falami, jednak nie odważyłyśmy się wejść głębiej.






Za to kilka dni później pojechaliśmy tam znowu, tym razem po to, aby spróbować surfingu [yeaaaaaaaaaaaaaah!]. Po kilku próbach w końcu dało mi się stanąć na desce i popłynąć z falą, niesamowite uczucie!:) Mam to szczęście, że mój współlokator Markus jest fanem surfingu i  przyjechał z Niemiec do Portugalii autem, więc dojazd w jakiekolwiek miejsce nie jest dla naszej ekipy wielkim problemem.


Na językach non stop
Udało mi się też pojechać ze znajomymi do Aveiro, gdzie spędziliśmy jedno popołudnie włócząc się po mieście. Ależ to piękne miasto! Zapadły mi w pamięć wąskie uliczki z rybackimi domkami oraz pływające po kanałach łodzie przypominające gondole.
Gondole w Aveiro. Każda z nich miała na burcie namalowany jakiś sprośny obrazek, niestety nie mam zdjęć :(




Jeden ze słonecznych dni [hmm, w zasadzie tutaj każdy dzień jest słoneczny; w ciągu trzech tygodni tylko jednej nocy popadał słaby deszcz] poświęciłyśmy na wyjazd do Porto. Plan zakładał pobyt tam 3 dni, ale z różnych powodów musiałyśmy skrócić nasz wyjazd. Szkoda, bo miasto zachwyciło mnie od samego początku! Nie wiem, czy w moim rankingu przebiło Lizbonę, w której zakochałam się momentalnie, ale ma na to wielkie szanse. Następnym razem pojadę do Porto na kilka dni, aby lepiej poczuć atmosferę miasta, zobaczyć je nocą i pójść do piwnic, w których przechowuje się beczki z porto.



Widzicie tych ludzi? Połowa z nich nie miała skończonych piętnastu lat, skakali z mostu prosto do rzeki. Portugalczycy wiedzą, jak się bawić.


Portugalskie specjały prosto z Porto

Azulejos są wszędzie!

Ostatnią moją wycieczką był wyjazd zorganizowany przez ESN (Erasmus Student Network)- przejazd do Peniche, skąd odbyliśmy rejs statkiem na wyspy Berlengas.
Ojoj, nie żałuję, że tam pojechałam. Na początku było nieciekawie, bo do południa słońce nie wychodziło spoza chmur, w dodatku fale na oceanie były tak duże, że statek chwiał się jak szalony na wszystkie strony i niektórzy nie znieśli tego zbyt dobrze..;) Ja jednak chyba mam jakiegoś przodka żeglarza, bo całkiem dobrze czułam się na łodzi.
Jednak widok wyspy przywrócił wszystkim chęć do życia. Skalista zatoczka z krystalicznie czystą wodą i złota plaża były widokiem prosto wyjętym z pocztówki. Niesamowite miejsce, polecam!



Ta pływająca, porażona zimnem głowa, to ja.



No i żeby już nie było, że tylko nogi się pojawiają na zdjęciach- Alicja w pełnej okazałości.









PS. Obalmy mity- nie tylko Polacy stosują połączenie sandały+skarpetki. Widziałam mężczyznę noszącego taki ubiór, pomyślałam "o, Polak!", a tu niespodzianka- on był Niemcem!
[może miał polskie korzenie...]

niedziela, 1 września 2013

Coimbra- pierwsze dni pobytu

Dotarłam już na miejsce,  od wtorku jestem zainstalowana w naszym studenckim mieszkaniu i gitara gra. Na razie mam tylko 2 współlokatorów, ale w ciągu dwóch tygodni przyjadą kolejni i ostatecznie będzie nas 8 lub 9, niezła ekipa.


  • Tak jak sobie zaplanowałam, mieszkanie mamy w zasadzie w samym centrum, 5 min od Praça da República. Całkiem przypadkiem okazało się, że jest to skwer, gdzie zaczyna się i kończy życie nocne Coimbry ;). Na uczelnię też mam bardzo blisko, dojście tam pieszo zajmuje mi jakieś 10-15 min .

Już pierwszego dnia pobytu zauważyłam, że tutaj nikt nigdzie się nie spieszy. Za wyjątkiem osób uprawiających jogging, niełatwo gdziekolwiek spotkać osobę idącą tempem szybszym od spacerowego. Może jest to spowodowane wakacjami, może pogodą, a może i tym, że tutaj wszędzie trzeba podchodzić pod górkę, i jak już człowiek znajdzie kawałek płaskiego chodnika, to chce się po prostu nacieszyć. Ja już automatycznie przełączyłam swój układ ruchu na tryb spacerowy i wlokę się chdnikami powoli jak niemiecki emeryt zwiedzający Gdańsk.



 Jak widać na zdjęciach, nawet król Dionizy schodzi czasem z pomnika, żeby sobie trochę pospacerować. Taki sport narodowy.



W ciągu dnia jest tu tak gorąco, że pora najlepsza na wyjście z domu zaczyna się ok. godziny 18. Gdy już wyjdę z mieszkania, to lubię chodzić do najstarszej dzielnicy miasta, włóczyć się tam bez mapy i gubić się wśród wąskich uliczek. W każdej takiej uliczce można znaleźć kilka niewielkich kawiarni, w których starsi mieszkańcy dzielnicy potrafią przesiadywać chyba całymi dniami i po prostu rozmawiać przy kawie lub małym piwie.


Symbol Portugalii; wszędzie widoczne azulejos, ceramiczne kafelki ozdabiające większość starych budynków


Zwrócił ktoś uwagę na kwietniki zrobione ze spodni?:)


Idziesz uliczką i nagle pomiędzy budynkami  znajdujesz strome schody. Co robisz? Wchodzisz. Wchodziłam tam chyba z 10 minut...


... ale widok z góry wynagrodził trud.
Niektórzy portugalscy studenci żyją w komunach zwanych republikami. Takie miejsca można znaleźć przechadzając się wśród kamieniczek w starej części miasta. Jak widać poniżej, jest to życie studenckie poziom hard. Tylko wtajemniczeni mogą tam zamieszkać, zagraniczni studenci raczej nie mają szans na zamieszkanie tam.




 W tygodniu planuję sobie trochę pozwiedzać inne miasta i pojechać na wybrzeże. Portugalia jest niewielka, więc pewnie nie będzie problemów z dotarciem w inne części kraju.