Już od samego początku kusił mnie wyjazd nad wybrzeże, więc jednego dnia postanowiłam pojechać tam sama, bo moi współlokatorzy nie mieli możliwości mi towarzyszyć. Fale w Figueira da Foz były tak silne, że obawiałam się wchodzić do wody głębiej niż po łydki [!]. Innym razem pojechałam już z moją współlokatorką Moniką i wspólnie próbowałyśmy przezwyciężyć strach przed falami, jednak nie odważyłyśmy się wejść głębiej.
Za to kilka dni później pojechaliśmy tam znowu, tym razem po to, aby spróbować surfingu [yeaaaaaaaaaaaaaah!]. Po kilku próbach w końcu dało mi się stanąć na desce i popłynąć z falą, niesamowite uczucie!:) Mam to szczęście, że mój współlokator Markus jest fanem surfingu i przyjechał z Niemiec do Portugalii autem, więc dojazd w jakiekolwiek miejsce nie jest dla naszej ekipy wielkim problemem.
| Na językach non stop |
| Gondole w Aveiro. Każda z nich miała na burcie namalowany jakiś sprośny obrazek, niestety nie mam zdjęć :( |
Jeden ze słonecznych dni [hmm, w zasadzie tutaj każdy dzień jest słoneczny; w ciągu trzech tygodni tylko jednej nocy popadał słaby deszcz] poświęciłyśmy na wyjazd do Porto. Plan zakładał pobyt tam 3 dni, ale z różnych powodów musiałyśmy skrócić nasz wyjazd. Szkoda, bo miasto zachwyciło mnie od samego początku! Nie wiem, czy w moim rankingu przebiło Lizbonę, w której zakochałam się momentalnie, ale ma na to wielkie szanse. Następnym razem pojadę do Porto na kilka dni, aby lepiej poczuć atmosferę miasta, zobaczyć je nocą i pójść do piwnic, w których przechowuje się beczki z porto.
| Widzicie tych ludzi? Połowa z nich nie miała skończonych piętnastu lat, skakali z mostu prosto do rzeki. Portugalczycy wiedzą, jak się bawić. |
| Portugalskie specjały prosto z Porto |
| Azulejos są wszędzie! |
Ostatnią moją wycieczką był wyjazd zorganizowany przez ESN (Erasmus Student Network)- przejazd do Peniche, skąd odbyliśmy rejs statkiem na wyspy Berlengas.
Ojoj, nie żałuję, że tam pojechałam. Na początku było nieciekawie, bo do południa słońce nie wychodziło spoza chmur, w dodatku fale na oceanie były tak duże, że statek chwiał się jak szalony na wszystkie strony i niektórzy nie znieśli tego zbyt dobrze..;) Ja jednak chyba mam jakiegoś przodka żeglarza, bo całkiem dobrze czułam się na łodzi.
Jednak widok wyspy przywrócił wszystkim chęć do życia. Skalista zatoczka z krystalicznie czystą wodą i złota plaża były widokiem prosto wyjętym z pocztówki. Niesamowite miejsce, polecam!
![]() |
| Ta pływająca, porażona zimnem głowa, to ja. |
![]() |
| No i żeby już nie było, że tylko nogi się pojawiają na zdjęciach- Alicja w pełnej okazałości. |
PS. Obalmy mity- nie tylko Polacy stosują połączenie sandały+skarpetki. Widziałam mężczyznę noszącego taki ubiór, pomyślałam "o, Polak!", a tu niespodzianka- on był Niemcem!
[może miał polskie korzenie...]






