sobota, 4 stycznia 2014

2014

No i mamy już początek stycznia- nie wiem nawet, kiedy to tak szybko zleciało.

W grudniu miałam 3 egzaminy- jeden z jęz. portugalskiego, jeden z Geografii kulturowej, a jeden z "Populacji, mobilności i rozwoju".  A wczoraj rano (!!!) (KTO robi egzamin zaraz po Nowym Roku, w piątek 3 stycznia o 9 rano!? Ci Portugalczycy rzeczywiście mają coś nie tak z poczuciem czasu...) miałam kolejny egzamin, tym razem z Planowania przestrzennego (dodam PORTUGALSKIEGO planowania przestrzennego- jakieś ustawy; pojawiło się pytanie o system terytorialny przed którymśtam rokiem, o którym oczywiście nie miałam pojęcia ;) Ale otuchy dodaje mi fakt, że wykładowca tego przedmiotu prawie wcale nie mówi po angielsku, więc widząc moje starania pewnie postanowi zaliczyć ten egzamin, żeby nie musieć się ze mną męczyć po raz kolejny. Dziwi mnie tylko to, że na początku roku bez cienia wahania zgodził się na mój egzamin po angielsku, a potem nie potrafił mi nawet po angielsku wytłumaczyć zakresu materiału.). W połowie stycznia czeka mnie kolejny egzamin, ale o niego się nie martwię się ani trochę, bo wykłady były dość przejrzyste i zrozumiałe, mam dużo dodatkowych dobrych materiałów do nauki, no i wykładowczyni to naprawdę spoko babka, która zna i lubi wszystkich swoich studentów. Podczas jednych zajęć zdarzyła mi się z nią rozmowa po portugalsku na temat klubów i barów w Coimbrze :).
Wszystkie wykłady w ciągu semestru miałam po portugalsku, więc nauka do egzaminów była nieco utrudniona, ale nie było tak źle. Tłumaczyłam sobie materiały na angielski i w ten sposób starałam się jakoś nauczyć. Niektórzy wykładowcy dali mi nawet artykuły albo fragmenty książek po angielsku.
Kilka razy spędziłam też całe dnie w bibliotekach, studiując jakieś opasłe książki, żeby napisać eseje na zaliczenie przedmiotów. Nie było łatwo znaleźć materiały po angielsku, ale cośtam udało się wygrzebać. W zasadzie to nawet podoba mi się to, że postawiono przede mną dość nowe wyzwanie (albo sama je sobie postawiłam, wybierając Portugalię..?), które na początku wydawało się niemożliwe do ogarnięcia. A teraz myślę sobie tylko "spokojnie, bez stresu, dasz radę" i jakoś wszystko idzie do przodu. Wyników jeszcze nie mam, ale w razie czego jestem gotowa na egzaminy powtórkowe, które są pod koniec stycznia. Wtedy już będzie mi łatwiej się do nich przygotować, bo mniej więcej wiem, czego wymagają poszczególni wykładowcy i na czym powinnam się skupić.

Mówiąc w skrócie- nie ma tragedii; Rodzice- nie martwcie się :).

Po świętach obfitych w domowe jedzenie (no w końcu!), spotkaniach (choć krótkich) z osobami, których mi brakowało, przyszło się zbierać z powrotem do Portugalii. Podróż zaczęła się już 30.12, kiedy to pojechałam do Poznania. Kolejnego dnia z samego rana wyjazd do Berlina, potem oczekiwanie na lot, dalej lot do Lizbony... W Sylwestra spędziłam jakieś 16 godzin w podróży, co było dość męczące- w lizbońskim hostelu padłam na łóżko cała wymęczona brakiem snu i targaniem ciężkiego bagażu. No ale jak by nie było, pierwszy raz miałam okazję witać Nowy Rok w Lizbonie, więc naszą grupką wybraliśmy się na główny plac miasta (Praça do Comércio), żeby pooglądać sztuczne ognie (i nawet tam, pośród wielotysięcznego tłumu, natrafiliśmy przypadkiem na naszych znajomych erasmusów z Coimbry). Potem rzeka ludzi udała się w kierunku Bairro Alto- barowo-imprezowej dzielnicy miasta. Poszliśmy i my, pomimo deszczu, który zaczął padać po północy. No i tam zabawiliśmy oczywiście.

Kolejny dzień spędziliśmy włócząc się po mieście. Pogoda sprzyjała- owszem, nie było słońca, ale przynajmniej było ciepło i nie padało. Znów skoczyliśmy do nielegalnej chińskiej restauracji i przeszliśmy się po Alfamie, Baixy i Bairro Alto (zdjęć niestety nie mam, bo nie mieliśmy ze sobą aparatu. Jednak jeśli ktoś chce poczuć klimat Alfamy, najstarszej dzielnicy miasta, to niech obejrzy to video: http://www.youtube.com/watch?v=w1rshYPjzLs. Wystarczy zmienić w wyobraźni pogodę- dodać chmury i zdjąć z drzew trochę liści. Wiele budynków jest opuszczonych i zaniedbanych, ale to tworzy niesamowity klimat. No i po raz kolejny lokalni mieszkańcy zagadujący nas co chwilę).

Do Coimbry wróciłam 2.01, przywitał mnie oczywiście deszcz. W ostatnich dniach nad Portugalią ciągle chmury, więc nie ma dnia bez deszczu. Co najgorsze, w czasie sylwestrowo-świątecznym w naszym mieszkaniu nie było nikogo, więc gdy wróciłam, to zastałam wszędzie pełno wilgoci i przeszywające zimno. Do teraz mam włączony w pokoju elektryczny grzejniczek, żeby wywabić tę wilgoć ze ścian, ubrań i pościeli (bleeeee). Na szczęście w moim pokoju nie mam aż takich problemów, jak niektórzy moi współlokatorzy- w dwóch pokojach na poddaszu grzyb rozwijał się wesolutko podczas świąt i teraz fragmenty ścian są czarne (mieliśmy dziś w mieszkaniu konkurs na grzybiarza roku- wygrała Monika i jej grzyb spod okna; nagrodą był Złoty Grzyb).

Zdjęć z deszczowej Coimbry niestety nie mam, choć mam w planach wybranie się w tym tygodniu na miasto z aparatem, żeby wstawić jakieś zdjęcia. Czyli już postanowione- w ciągu tygodnia wstawię jakieś zdjęcia z grudnia i trochę z bieżących dni :)

PS Aaaaaaaah, niemal zapomniałam o tym, że ktoś czeka na obiecane pozdrowienia! Buziaki lecą dla ludzi z licealnej ekipy, z którymi przegadałam jeden z bardzo miłych grudniowych wieczorów i którzy (jak się okazało) odwiedzają tego bloga częściej, niż ja (oj Ala, nieładnie nieładnie). Dlatego obiecuję, że się poprawię i zacznę publikować więcej postów!

środa, 4 grudnia 2013

ponad 3 miesiące pobytu!

Trudno uwierzyć, ale jestem w Coimbrze już ponad 3 miesiące! Postanowiłam, że opiszę w tym poście kilka różnic między życiem tu w Portugalii, a w Polsce. Na początku niektóre z nich były dla mnie dość zaskakujące, ale teraz już do nich przywykłam:).
[kolejność przypadkowa]

1. Poczucie czasu
Tak, czas w Portugalii jest innym pojęciem. Jak umawiasz się z Portugalczykami na spotkanie o 20:30, to na pewno nie będą wcześniej niż 20:45. A tak norma to 21. To samo tyczy się przychodzenia na zajęcia. Ja już nie funkcjonuję w trybie "kwadrans akademicki".
Na uczelnię idę 15 min, po drodze pokonuję Escadas Monumentais (Monumentalne Schody- są ogroooomne, mają 125 stopni i zbudowano je po to, by studenci mieli poczucie "trudu zdobywania wiedzy". No niegłupie). Z powodu schodów na początku wychodziłam z domu jakieś 20-25 min przed rozpoczęciem zajęć, żeby się nie spieszyć i potem spokojnie sobie poczekać i dać swojemu organizmowi odpocząć po pokonaniu schodów (uwierzcie mi, po takim spacerze pot się leje z czoła..). Gdy już kilka razy zdarzyło się, że przychodziłam na czas do kompletnie pustej sali (!!!), to postanowiłam trochę odpuścić. Teraz już raczej normą jest, że gdy np. mam zajęcia na 9, to wychodzę z mieszkania między 8:58 a 9:02, docieram na teren uniwersytetu, gdy zegar na uniwersyteckiej wieży wybija kwadrans po, a potem jeszcze czekam pod salą kilka minut na wykładowcę, bo ten też się spóźnia. Czasem idę jeszcze do bufetu na espresso. A niektórzy studenci mają w zwyczaju docierać na zajęcia jeszcze w ciągu kolejnych 20-25 minut. I wszystko gra! Może  dlatego jest takie przyzwolenie na spóźnianie się na zajęcia, bo każde z nich trwają 120 min i niekiedy niemożliwe jest dotarcie z jednych na drugie na czas.

2. Policja
Nie wiem, czy to wyjątkowe w Portugalii, czy po prostu Polska tak odstaje od innych krajów, ale tu od początku uderza kompletnie inne podejście policjantów do reszty obywateli. Szczególnie, jeśli chodzi o przechodzenie na czerwonym świetle, lub w miejscu nieoznaczonym. Tu jest pełna dowolność- jeśli widzisz, że nic nie jedzie, to przechodzisz. Zdarzyło mi się, że w drodze na zajęcia przeszłam na czerwonym przed nadjeżdżającym motocyklem- w momencie opuszczania przejścia zorientowałam się, że był to motocykl policyjny. A policjant nawet nie zwrócił na to uwagi.
Niemal za każdym razem, gdy przechodzę pod komendą policji, to widzę ok. 6-8 policjantów stojących sobie w cieniu, opartych o samochody i rozmawiających. A jak idzie jakaś atrakcyjna dziewczyna, to rozmowa przycicha i wszyscy odwracają głowy.
Raz z samego rana widziałam pana policjanta pociągającego sobie z piersióweczki. A w restauracji obok komendy każdego dnia można spotkać jakiegoś policjanta w mundurze pijącego sobie małe piwko.
Portugalia to stan umysłu.

3. Alkohol
Zasadniczą różnicą jest to, że picie w publicznych miejscach jest dozwolone. Stąd też w studenckich bufetach na wydziałach jest piwo (tak tak, stoi sobie w lodówce).
Jeśli chodzi o piwo, to Portugalia ma tylko 2 wiodące marki. Gdy zamawiasz w barze lane piwo, to nie ma możliwości wyboru- mają albo Super Bock, albo Sagres. Piwo w barze sprzedawane jest jako fino, czyli w szklance o objętości 0.2. Na początku takie małe piwo było dla mnie dziwnym widokiem.
Oczywiście Portugalia słynie z wina, więc jest ono tu bardzo popularne. I tanie! Porównując- w Pingo Doce (odpowiednik Biedronki) butelka (całkiem dobrego!!) wytrawnego wina kosztuje 2€- tyle samo, co duży bochenek chleba (900g).

4. Kawa
O tak, tutaj nauczyłam się pić mocną kawę. Malutkie espresso bez mleka i cukru to coś, co stawia mnie na nogi przed zajęciami (w trakcie też). Tutaj po prostu zamawia się małą kawę i od razu wypija. Taki kawowy shot. W kawiarniach kawa jest tańsza od wody (tzn. taniej jest zamówić filiżankę dobrej jakości kawy z ekspresu, niż małą butelkę wody).

5. Posiłki
[o jedzeniu będzie kiedyś odrębny wpis]
Do pór posiłków było trudno się przyzwyczaić. Najgorsze jest to, że pora obiadu we wszystkich stołówkach i restauracjach jest między 12:00 a 14:30. Jeśli chcesz zjeść danie dnia- prato do dia (zazwyczaj bardzo smacznie i najtaniej) po godzinie 14:30, to nie masz już czego szukać. Najgorsze było to podczas naszych wyjazdów, gdy nie mieliśmy zbyt wiele własnego jedzenia. Bo wiadomo- studentowi w dzień wolny niełatwo wstać z samego rana i zazwyczaj dania dnia nas omijały :(.

6. Portugalscy fachowcy (i pospolite "to się kiedyś zrobi")
To jest zgroza. Na naprawę kuchennego kranu, który zepsuł się i stał się fontanną, czekaliśmy dwa dni. Kilka razy zdarzyło się , że firma rozwożąca butle gazowe o nas zapomniała i żyliśmy przez 1-2 dni bez gazu do gotowania i gorącej wody (no tak to się dzieje, gdy nie ma się zapasowej butli.. :P). Nasz właściciel obiecał nam wymianę niedziałającej lodówki przez 2 miesiące (w końcu mamy nową!). Cieknący dach został naprawiony, a grzyb ze ścian usunięty dopiero wtedy, gdy postawiliśmy właścicielowi warunek- drugą połowę czynszu płacimy wtedy, gdy wszystko będzie naprawione. Naprawili w 2 dni! (Mieliśmy lepiej, niż nasza znajoma- gdy oni też postawili podobny warunek, to właściciel mieszkania nie opłacił im rachunków i żyli przez kilka dni bez prądu...).

7. Temperatura
No tak, temperatura na zewnątrz jest zdecydowanie wyższa, niż w Polsce (jest początek grudnia, słońce świeci każdego dnia i na tarasie można spokojnie wygrzewać się w słońcu, mając na sobie krótki rękaw). Jednak problemem są chłodne wieczory i noce- owszem, znów cieplejsze, niż w Polsce- ale spędzanie czasu w nieogrzewanych mieszkaniach nie jest przyjemnością. Ściany i dach nieocieplane, okna drewniane i z tylko jedną szybą, brak ogrzewania w domu. Kupiliśmy sobie wszyscy elektryczne grzejniczki, więc funkcjonujemy w miarę normalnie. Gorzej będzie podczas płacenia rachunków
Nie mierzyłam temperatury w pokoju podczas najchłodniejszych dni bez ogrzewania, ale np. mój kolega ma w innym mieszkaniu 11 stopni. U mnie mogło być podobnie.
Tak, czy siak, tragedii nie ma. Na szczęście nie jestem wychowana w centralnie ogrzewanym mieszkaniu (ani nie jestem z Brazylii), więc takie chłody nie są dla mnie czymś nowym.
Ach, no i mój wydział jest nieogrzewany również, więc w niektórych salach wykładowych w chłodne dni zdarza mi się siedzieć w płaszczu i rękawiczkach.

I kilka zdjęć na koniec:

Minha Luta (Mein Kampf)- do kupienia na stoisku z pocztówkami, pamiątkami i starymi książkami

Stoisko z kadzidełkami w sklepie z chińskim badziewiem. Są to kadzidełka mające przynieść powodzenie i również takie z wizerunkami świętych. Tylko nikt nie kupował tych z napisem Judas Tadeo (Juda Tadeusz), hmmm....

nasza choinka
Kot z sąsiedztwa, który przyłazi do naszego mieszkania i czuje się jak u siebie. Łazi i miałczy.
Tak obecnie wygląda park, którym idę zazwyczaj na zajęcia :)