sobota, 24 sierpnia 2013

Lisbooooooaaaaa!

Jestem na miejscu od wczoraj. Właśnie korzystam z faktu, że Petrov robi obiad dla nas wszystkich i mam chwilę czasu, aby zdać krótką relację.

Krótka relacja w wersji mini: Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał, tu jest pięknie!

Krótka relacja w wersji maxi: Wczoraj cała ekipa (Petrov, jego kolega Pedro oraz dwie couchsurferki z Włoch) odebrała mnie z lotniska i zabrała tu:



 Tyle mi wystarczyło, żeby już nie czuć zmęczenia po ponad 24-godzinnej podróży:)

W nocy pojechaliśmy do centrum i mogliśmy poczuć klimat nocnej Lizbony. Ludzi wszędzie peeeeeełno- w każdej wąskiej uliczce ukrytych jest kilka niewielkich knajpek, w których przebywa pełno młodych ludzi. Jeszcze więcej siedzi na chodnikach, stoi na ulicach lub tańczy.W zasadzie to życie toczy się na okrągło aż do rana.


Dziś dostałyśmy tylko polecenie- wkładajcie bikini i lecimy na wycieczkę.
No to siema, lecimy:)

1 komentarz:

  1. Hahaha, jak spałam w Porto u mojego znajomego z CS'a, to jego kumpel też miał na imię Pedro. Nie wspominając już o tym, że i on sam ma na imię Pedro. Kiedy ostatniego dnia poznałyśmy innego kumpla o imieniu Franciszek (po portugalsku nie powtórzę...), to byłyśmy w szoku, że to nie kolejny Pedro. ;)

    OdpowiedzUsuń