poniedziałek, 13 stycznia 2014

grudzień- miesiąc słońca i długich kolacji

Obiecane, trochę spóźnione, ale są- zdjęcia z grudnia! (no i kilka ostatnich ze stycznia)
lecą chronologicznie:

Na początku za sprawą jednego z naszych gości mieliśmy wieczór sushi...
..prezentowało się wspaniale i równie świetnie smakowało!

Kolejny miły wieczór to urodziny naszego współlokatora Dawida
tradycyjnie 'niespodziankowy' tort ze świeczkami...
...dużo śmiechu...
...i śpiewanie obciachowych piosenek.

 A tymczasem, gdy w Polsce szalał Ksawery...

[spacer do ogrodu botanicznego:]












listeczek i liścior

Bambusy próbujące wleźć na bambusy

śliczna ta Coimbra w grudniu!
 W naszej kuchni już od listopada stała choinka, a przy gotowaniu śpiewaliśmy jakieś badziewiaste świąteczne radiowe hiciory, więc nie mogło też zabraknąć kolacji świątecznej!

jedzenie może mało wigilijne, ale krokiety były! (no ok, z mięsem...)

nasza stylowa choinka i równie stylowy święty mikołaj w wydaniu suferskim


nikogo nie ominęło kolanko świętego mikołaja
Trudno w to uwierzyć, ale to zdjęcie było zrobione kilka dni temu! No dobra, może nie jest to do końca prawidłowy odczyt, bo termometr stoi w słońcu, ale ten dzień rzeczywiście był niesamowicie ciepły- w ciągu dnia siedziałam na tarasie w krótkich spodenkach, japonkach i cieniutkiej koszulce. Mmmmmm...

Jeszcze kilka zdjęć z tego wiosennego dnia:


Na samym szczycie wzgórza widać kilka budynków uniwersyteckich. A domy to w zasadzie w całej centralnej części Coimbry wyglądają właśnie tak, jak powyżej...

...i wiele z nich jest niestety zaniedbanych.

typowy bar, gdzie 'lokalsi' przychodzą na kawę, małe piwo albo ciastko



A to jeden z ostatnich wieczorów; na pierwszym planie chłopak z Francji (couchsurfer), który zatrzymał się u nas na kilka nocy
Jak widać na zdjęciu, zdarzyło nam się nocować couchsurferów. W sumie w ciągu semestru daliśmy nocleg 6 osobom właśnie przez couchsurfing. No i przyznać muszę, że to sama przyjemność mieć takich gości, jakich mieliśmy- a to ktoś pośpiewa, albo na gitarze pogra, przyrządzi coś dobrego, pogada, opowie historie życia, albo wprawi wszystkich w gromki śmiech.
Sama też w Portugalii kilkukrotnie korzystałam z takiego noclegu i w planach jest kolejne kilka- już jutro w nocy zaczyna się nasza wyprawa do Maroko!
Najpierw jazda do Porto, stamtąd lot do Madrytu, tam kilka godzin w oczekiwaniu na lot do Rabatu. W Rabacie spędzimy noc i wg planów kolejnego dnia wyruszymy wypożyczonym autem do Marrakeszu. Tam noclegi najprawdopodobniej w hostelu (udało nam się znaleźć jakiś mega tani, 3.5€ za noc [!!!], ale wolimy go najpierw sprawdzić przed podjęciem decyzji o zostaniu tam na noc). Dalej w planach jest przejazd w góry Atlas i 2-3 noclegi właśnie przez couchsurfing u tradycyjnej rodziny  Berberów (!!!). Bez obaw, sprawdzona miejscówka- ma tylko bardzo dobre opinie wśród chouchsurferów, więc można zaufać. No i co najlepsze, dom naszego hosta jest w osadzie, która jest wpisana na listę UNESCO i kojarzona jest z wielu filmów (np. Gladiator, Klejnot Nilu) (zdjęcia osady do zobaczenia TU).

Tak wygląda mniej więcej nasz plan na tygodniowe odkrywanie Maroko.
A z Rabatu lot znów do Madrytu i tam spędzę kolejne 5 dni- jak na razie planów brak, ale najprawdopodobniej poszukamy kogoś przez couchsurfing i jakoś to będzie :).

sobota, 4 stycznia 2014

2014

No i mamy już początek stycznia- nie wiem nawet, kiedy to tak szybko zleciało.

W grudniu miałam 3 egzaminy- jeden z jęz. portugalskiego, jeden z Geografii kulturowej, a jeden z "Populacji, mobilności i rozwoju".  A wczoraj rano (!!!) (KTO robi egzamin zaraz po Nowym Roku, w piątek 3 stycznia o 9 rano!? Ci Portugalczycy rzeczywiście mają coś nie tak z poczuciem czasu...) miałam kolejny egzamin, tym razem z Planowania przestrzennego (dodam PORTUGALSKIEGO planowania przestrzennego- jakieś ustawy; pojawiło się pytanie o system terytorialny przed którymśtam rokiem, o którym oczywiście nie miałam pojęcia ;) Ale otuchy dodaje mi fakt, że wykładowca tego przedmiotu prawie wcale nie mówi po angielsku, więc widząc moje starania pewnie postanowi zaliczyć ten egzamin, żeby nie musieć się ze mną męczyć po raz kolejny. Dziwi mnie tylko to, że na początku roku bez cienia wahania zgodził się na mój egzamin po angielsku, a potem nie potrafił mi nawet po angielsku wytłumaczyć zakresu materiału.). W połowie stycznia czeka mnie kolejny egzamin, ale o niego się nie martwię się ani trochę, bo wykłady były dość przejrzyste i zrozumiałe, mam dużo dodatkowych dobrych materiałów do nauki, no i wykładowczyni to naprawdę spoko babka, która zna i lubi wszystkich swoich studentów. Podczas jednych zajęć zdarzyła mi się z nią rozmowa po portugalsku na temat klubów i barów w Coimbrze :).
Wszystkie wykłady w ciągu semestru miałam po portugalsku, więc nauka do egzaminów była nieco utrudniona, ale nie było tak źle. Tłumaczyłam sobie materiały na angielski i w ten sposób starałam się jakoś nauczyć. Niektórzy wykładowcy dali mi nawet artykuły albo fragmenty książek po angielsku.
Kilka razy spędziłam też całe dnie w bibliotekach, studiując jakieś opasłe książki, żeby napisać eseje na zaliczenie przedmiotów. Nie było łatwo znaleźć materiały po angielsku, ale cośtam udało się wygrzebać. W zasadzie to nawet podoba mi się to, że postawiono przede mną dość nowe wyzwanie (albo sama je sobie postawiłam, wybierając Portugalię..?), które na początku wydawało się niemożliwe do ogarnięcia. A teraz myślę sobie tylko "spokojnie, bez stresu, dasz radę" i jakoś wszystko idzie do przodu. Wyników jeszcze nie mam, ale w razie czego jestem gotowa na egzaminy powtórkowe, które są pod koniec stycznia. Wtedy już będzie mi łatwiej się do nich przygotować, bo mniej więcej wiem, czego wymagają poszczególni wykładowcy i na czym powinnam się skupić.

Mówiąc w skrócie- nie ma tragedii; Rodzice- nie martwcie się :).

Po świętach obfitych w domowe jedzenie (no w końcu!), spotkaniach (choć krótkich) z osobami, których mi brakowało, przyszło się zbierać z powrotem do Portugalii. Podróż zaczęła się już 30.12, kiedy to pojechałam do Poznania. Kolejnego dnia z samego rana wyjazd do Berlina, potem oczekiwanie na lot, dalej lot do Lizbony... W Sylwestra spędziłam jakieś 16 godzin w podróży, co było dość męczące- w lizbońskim hostelu padłam na łóżko cała wymęczona brakiem snu i targaniem ciężkiego bagażu. No ale jak by nie było, pierwszy raz miałam okazję witać Nowy Rok w Lizbonie, więc naszą grupką wybraliśmy się na główny plac miasta (Praça do Comércio), żeby pooglądać sztuczne ognie (i nawet tam, pośród wielotysięcznego tłumu, natrafiliśmy przypadkiem na naszych znajomych erasmusów z Coimbry). Potem rzeka ludzi udała się w kierunku Bairro Alto- barowo-imprezowej dzielnicy miasta. Poszliśmy i my, pomimo deszczu, który zaczął padać po północy. No i tam zabawiliśmy oczywiście.

Kolejny dzień spędziliśmy włócząc się po mieście. Pogoda sprzyjała- owszem, nie było słońca, ale przynajmniej było ciepło i nie padało. Znów skoczyliśmy do nielegalnej chińskiej restauracji i przeszliśmy się po Alfamie, Baixy i Bairro Alto (zdjęć niestety nie mam, bo nie mieliśmy ze sobą aparatu. Jednak jeśli ktoś chce poczuć klimat Alfamy, najstarszej dzielnicy miasta, to niech obejrzy to video: http://www.youtube.com/watch?v=w1rshYPjzLs. Wystarczy zmienić w wyobraźni pogodę- dodać chmury i zdjąć z drzew trochę liści. Wiele budynków jest opuszczonych i zaniedbanych, ale to tworzy niesamowity klimat. No i po raz kolejny lokalni mieszkańcy zagadujący nas co chwilę).

Do Coimbry wróciłam 2.01, przywitał mnie oczywiście deszcz. W ostatnich dniach nad Portugalią ciągle chmury, więc nie ma dnia bez deszczu. Co najgorsze, w czasie sylwestrowo-świątecznym w naszym mieszkaniu nie było nikogo, więc gdy wróciłam, to zastałam wszędzie pełno wilgoci i przeszywające zimno. Do teraz mam włączony w pokoju elektryczny grzejniczek, żeby wywabić tę wilgoć ze ścian, ubrań i pościeli (bleeeee). Na szczęście w moim pokoju nie mam aż takich problemów, jak niektórzy moi współlokatorzy- w dwóch pokojach na poddaszu grzyb rozwijał się wesolutko podczas świąt i teraz fragmenty ścian są czarne (mieliśmy dziś w mieszkaniu konkurs na grzybiarza roku- wygrała Monika i jej grzyb spod okna; nagrodą był Złoty Grzyb).

Zdjęć z deszczowej Coimbry niestety nie mam, choć mam w planach wybranie się w tym tygodniu na miasto z aparatem, żeby wstawić jakieś zdjęcia. Czyli już postanowione- w ciągu tygodnia wstawię jakieś zdjęcia z grudnia i trochę z bieżących dni :)

PS Aaaaaaaah, niemal zapomniałam o tym, że ktoś czeka na obiecane pozdrowienia! Buziaki lecą dla ludzi z licealnej ekipy, z którymi przegadałam jeden z bardzo miłych grudniowych wieczorów i którzy (jak się okazało) odwiedzają tego bloga częściej, niż ja (oj Ala, nieładnie nieładnie). Dlatego obiecuję, że się poprawię i zacznę publikować więcej postów!